„Role mojego życia” - pod tym hasłem przebiegało spotkanie z Arturem Barcisiem - aktorem, reżyserem, mężem, ojcem... Która z tych ról jest najważniejsza? Czy można je bez przeszkód ze sobą łączyć? „Roli mojego życia jeszcze nie zagrałem. Tej aktorskiej oczywiście. Niemniej jednak swoją życiową rolę odgrywam codziennie” - mówił gość.
„Aktorstwo... Jest dla mnie nie tylko zawodem, ale jednocześnie pasją i sposobem na życie. Gdybym nie uwierzył w to, że mam predyspozycje do tego zawodu, że mogę być w tym dobry, nigdy nie wybrałbym takiej drogi” - zastrzegał Barciś. - „Bycie aktorem to nie bułka z masłem. Wizerunek aktora wykreowany przez media tworzy w głowach odbiorców nieprawdziwy obraz człowieka, który dwadzieścia cztery godziny na dobę znajduje się w blasku reflektorów. Nie zapominajmy, że aktorzy też wkładają kapcie, czytają gazetę przy śniadaniu, a następnie wychodzą do pracy”.
Credo życiowe... „Staram się być szczęśliwym, żyć uczciwie i robić to, co chcę - pod warunkiem, że to, jak żyję, nikogo nie krzywdzi”. Jaka jest zatem definicja szczęścia według Artura Barcisia? „Rób to, co umiesz najlepiej, a wtedy będziesz szczęśliwy”.
Mistrzowie... Kieślowski, Wojtyszko, Hanuszkiewicz... Dla nas to wielkie nazwiska, dla Artura Barcisia to przede wszystkim ludzie, którzy pozwolili mu na rozwój jego potencjału aktorskiego: „Dzięki nim mogłem się dowiedzieć więcej o sobie samym. Wiele osób sądzi, że żeby być aktorem, wystarczy dobrze udawać. Nic bardziej mylnego. Aktorstwo to przede wszystkim wiarygodność. Wymaga ciągłego odszukiwania w swojej osobowości cech granej postaci”.
Rodzina... W życiu Artura Barcisia miłość i przyjaźń to wartości fundamentalne. Przyjaźń ma wiele barw. Jest nią zarówno znajomość od czasów piaskownicy, jak i więź łącząca nas z osobami z drugiej półkuli, z którymi wymieniamy korespondencję. Natomiast miłość to dar, coś, co nam się przydarzyło i trwa. Zakochanie? Ma znamiona choroby psychicznej. Przerobić ten stan na stan bardziej racjonalny - to jest dopiero coś.
Teatr... Ma różne oblicza. Różna jest także publiczność. Jedni oczekują dobrej zabawy, inni wzruszenia. Współczesny teatr brnie trochę w ślepą uliczkę. Widzowie chcą, by spektakl ich zaszokował, a naszym zadaniem jest dostarczenie ludziom rozrywki. Pytanie tylko, jak daleko można się posunąć w zaspokajaniu tych potrzeb. Czy w ten sposób teatr nie zatraci swojego pierwotnego charakteru?
Życie... jest zbyt krótkie, aby tracić czas na rzeczy niepotrzebne. Czerpmy więc z niego najwięcej jak się da. Tako rzecze Artur Barciś, „najBarciś normalny człowiek na świecie”.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






