Oprócz tego jest blogerem, chociaż sam dowiedział się, że pisze bloga dopiero po jakimś czasie, gdy ktoś go o to zapytał. Do bycia felietonistą "sporo mu brakuje". Często także gości w "Szkle kontaktowym". Andrus jest jednak przede wszystkim radiowcem z Trójki, znanym słuchaczom z audycji "Powtórka z rozrywki" oraz "Akademia rozrywki". I właśnie ten, wyjątkowo rozrywkowy, człowiek, którego spore grono osób myli z Piotrem Bałtroczykiem, pojawił się 20 maja we wrocławskiej Mleczarni na spotkaniu z serii "Strefa rozmowy".
Przypadek chciał, że spotkanie odbyło się w okolicach "zagłębia zakładów pogrzebowych", ale to nic, gdyż nasz gość przyznał, że jest wielbicielem czarnego humoru. Kameralna atmosfera Mleczarni pasowała do spotkania z Andrusem, który okazał się po prostu zwyczajnym facetem z masą anegdot i humorystycznych wierszyków w zanadrzu. Skąd w nim to poczucie humoru? Podobno po babci Steni, która oglądając telewizję nieustannie komentowała to, co widziała. I gdy np. leciała reklama podkładu, który rzekomo odmładzał kobiety o pięć lat, z przekąsem mówiła, że "już leci do sklepu kupić podkład za 100 zł, żeby wyglądać na osiemdziesiąt dwa lata".
Jak sam gość przyznał, spośród wielu jego zajęć najważniejsze jest radio i gdyby musiał z czegoś zrezygnować, to do późnej starości "przychodziłby posapać przed mikrofonem". Ceni sobie przede wszystkim intymność tego miejsca. Przyznał też, że często inspiracje do swoich wystąpień czerpie od słuchaczy. Także historie umieszczane na blogu nie są jego wymysłem, a autentycznymi rozmowami zasłyszanymi na spacerze czy w sklepie. Jedną z takich historii była opowieść pewnego słuchacza dotycząca mieszkania w akademikach. Opowiadał on, jak wraz z kolegami weszli do pokoju obok (pod nieobecność lokatorów) i koce leżące na łóżkach nasączyli wodą, a następnie... zasiali na nich rzeżuchę.A jak młody Artur Andrus rozpoczynał karierę radiowca? Wysłany na konferencję literaturoznawców postanowił zadać pytanie pewnemu znawcy twórczości Marii Konopnickiej. "Panie profesorze, a co słonko widziało?"- brzmiało jego pytanie. Jak sam wspomina, niejednokrotnie "resztki poczucia humoru" uratowały go i pozwoliły m.in. ominąć poprawki na studiach. Jednak radio i Internet to nie wszystko. Sporą popularność Andrus zyskał także dzięki roli w improwizowanych, parodiujących telewizyjne tasiemce „Spadkobiercach", gdzie wciela się w postać Johnathana Owensa. Serial okazał się hitem ze względu na niespotykaną dotąd formę. Był nie lada wyzwaniem także dla artystów, jednak gość stwierdził, że "za gładko im już idzie", więc podejrzewa, że "Spadkobiercy" niedługo znikną z ekranów. Ostatnio wszędzie go dużo. "Obecnie rozmawiam z producentami lodówek" - skomentował to gość.
Rozmowa nie dotyczyła zbyt poważnych rzeczy, ponieważ gdybyśmy o nie zapytali naszego gościa, ten "postarałby się dyplomatycznie uniknąć odpowiedzi". Może to i dobrze... W końcu sam powiedział, że "pisze głupotki, żeby ludzie to przeczytali i się uśmiechnęli". Więc zgodnie z założeniem porozmawialiśmy o głupotkach, co wywołało sporo uśmiechów.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|






